Ostrzegam, że informacje zamieszczone poniżej mogą być 'nieogarnięte' i nie podane na tacy. Ciężko opisać wrażenia słuchowe.
Na wszystkie możliwe kombinacje nie starczyło czasu, ale sporo godzin i tak zleciało :)
![]() |
| ESA Trillo 3000 + klocki :) |
Kolumny: ESA TRILLO 3000
Wzmocnienie: Arcam Alpha 10 / Pioneer A-400X po tuningu
Źródło/transport: NAD C541 hdcd - po tuningu / Arcam Alpha ONE
DAC: Audio Nemesis DC-1
Listwa zasilająca ENER
Kabelki głośnikowe:
1. Monster Cable M1
2. Supra Ply 3.4
3. DNM Reson
Interkonekty: Audionova,
Zasilające sztuk kilka, uzupełnię przy okazji
Punkt orientacyjny (początkowy): Esy (Bi-Wi: HF-Reson, LF-Supra), Arcam 10, AudioNemesis DC-1, Arcam Alpha 1, listwa ENER.
Pierwszą inicjatywą było podłączenie NADa przez DC-1 do Pioneera i puszczenie dźwięku Monsterem M1 w Esy.
Nie mogę opierać się na oryginalnym dźwięku CD'ka i wzmaka, ponieważ sprzęty były dłubane, ale zdecydowanie pomimo wieku nie brakowało werwy dziadkowi Pioneerowi, chociaż słyszalne były braki dynamiki. Prawdopodobnie transplantacja podzespołów i udoskonalenia poprawiły znacznie walory dźwiękowe.
Biorąc pod uwagę gabaryty i zastosowane przetworniki w Poznańskich Esach, są to kolumny trudne do napędzenia.
Przy 'spokojnej' muzyce (The Doors, Laurie Anderson) wszystko było pięknie poukładane, muzyka miała swoje smaczki bardziej wyeksponowane a wokal wyskakiwał przed słuchacza bardzo ochoczo. Scena nie była ciasna, ale każdy dźwięk swoje miejsce trzymał i nie fruwał z polotem po pomieszczeniu budując wielkiej przestrzeni. Zdecydowanie najlepiej wypadły skromne składy ze spokojnym, poukładanym basem.
Trudniejsza muzyka dawała się we znaki brakiem dynamiki i precyzji. (np. Tool - Lateralus, Massive Attack - Heligoland).
![]() |
| NAD C 541 i Pioneer A-400X |
Arcam Alpha 10... Przyrównując do poprzednika pokazał dyscyplinę. Nie ma w nim miejsca na pofolgowanie i jakiekolwiek rozmycie, smużenie czy rezonanse nawet w najniższych rejestrach.
Nie słychać podkolorowania.
Ostatecznie Arcam a10 daje wrażenie jakby był szkolony w wojsku. Zdaję się być mistrzem przy każdej muzyce. Brak mu tego jakiegoś 'magicznego flow' przy jazzowej muzyce, ale w ogólnym odbiorze to absolutnie nie przeszkadza (w końcu to nie EL34!).
W kwestii sygnałowej najlepszym rozwiązaniem okazał się sygnał z DAC'a Audio Nemesis DC-1 podpięty pod CD Arcam'a. Dźwięk był najbardziej spójny. Separacja pozornych źródeł i ich idealne rozmieszczenie na scenie była w tej konfiguracji najlepsza.
![]() |
| M31i z podpiętym Monster Cable M1 |
Wracając do kabli.
kable, kable, kable... ABX, ślepe testy, brak znaczenia... ostatnim czasem spotkałem się z kolejnymi zdaniami, że kable fizycznie nie mają prawa grać a na pewno nie mają żadnego wpływu na dźwięk.
Rozumiem takie podejście, ale dlaczego mówią to osoby, które na własnych uszach nigdy się o tym nie przekonały? takich różnic nie idzie przeuważyć. Konkretnie:
Najlepszym zestawieniem okazało się podłączyć Esy w trybie Bi-wiring. Swojego czasu dużo kombinowaliśmy z przyjacielem z okablowaniem, osobne pre, bi-amp, bi-wi, doszło już do heretyzmów typu zmiany fazy..
Do Bi-amp, czyli podpięcia dwóch wzmacniaczy potrzebujemy dwóch co najmniej dobrych wzmacniaczy, do Bi-wi z jednego dobrego wzmaka możemy puścić dźwięk dwoma kablami o różnych charakterystykach.
![]() |
| Mission M31i + Monster Cable XP, Supra Ply 3.4 |
Ryzykuję stwierdzeniem, ale talerze są po prostu punktowe. Dokładnie słyszymy, w którym momencie zaczyna się i kończy każde wybrzmienie talerza w perkusji.
Na niskie tony Monster Cable M1! Tutaj kable pokazały pełną kontrolę i wykorzystały zejście do około 30Hz. Od najniższych rejestrów aż po pierwsze cięcie zwrotnicy, chyba przy 300Hz dźwięk stał się równiutki, bez dziur i bez pagórków. Można było całymi płytami skupiać się tylko na prowadzeniu niskich tonów, ich barwie, szybkości i precyzyjności. Uruchomiliśmy tutaj jedne z cięższych płyt do odtworzenia, udało się z zapartym tchem przesłuchać - momentami słychać było niedobór prądu przy dużym natężeniu dźwięku (było słyszane przez właściciela kolumn - mi odbiór odpowiadał ale za mało znam Esy :) ) - te podłogowce Esy potrzebują prawdziwego kaloryfera, żeby zagrały pełną parą.
Na podsumowanie powiem, że według mnie najlepiej jest dobierać sprzęt bardzo ostrożnie (no co ty!?), ale jeżeli nie ma możliwości sprawdzenia sprzętu np. przez sporą odległość od sprzedawcy, BARDZO DUŻO idzie uzyskać przez dobranie odpowiednich "żył", które doprowadzają tą naszą "krew" aż do przetworników. Kable mają ogromne znaczenie i to bez wyjątków. sieciowe, IC, głośnikowe, cyfrowe, każdy jest w stanie pomóc lub popsuć coś w ogólnym odbiorze dźwięku.
Jestem pod wrażeniem działania listwy zasilającej ENERR. Sprzęt tego typu musi się u mnie też znaleźć razem z porządnymi sieciówkami. Na pewno przy sprzęcie na moją kieszeń zmiany będą duże.
Pozdrawiam, Łosiu








